wtorek, 17 Październik 2017
Autorzy WpisyAdam Malicki

Adam Malicki

59 WPISY 0 KOMENTARZE
Pozytywnie zakręcony pasjonat kielecczyzny, absolwent Politechniki Świętokrzyskiej. Fotografuje co nieco i jako tako. Opisuje jak umie i stara się uratować od zapomnienia wszystko co się da :)

0 610

Nachimson. Polski patriotaKsiążka ukazała się we wrześniu 2015 r.

Polski patriota to beletryzowana opowieść o wojennych losach, pochodzącego z Włoszczowy, lekarza stomatologa Dawida Nachimsona. Opowieść została spisana przez Uriego, syna Dawida,
z nagranych dla Instytutu Yad Vashem wspomnień. Większość opowieści zajmują wspomnienia
z zesłania w głąb ZSRR z okolic Nowosybirska i z Uzbekistanu. Rzutki, przedsiębiorczy i łatwo nawiązujący kontakty Dawid Nachimson znajduje tam w sobie siłę życia i chęć do działania. Wspomaga przyjaciół, rodzinę żony, wykorzystuje dostępne możliwości, aby uczynić swój i ich los znośniejszym i zabezpieczyć przyszłość. W trzecim roku zesłania planuje nawet otwarcie prywatnego gabinetu stomatologicznego w Uzbekistanie! Dawid jako lekarz kapitan wraca do Polski z Armią Berlinga. Zaskakuje go nowa polska rzeczywistość w której, odmiennie niż na zesłaniu, tragedia wojny nie połączyła Polaków i Żydów. Przeciwnie, w dialogu polsko-żydowskim pojawiło się wiele trudnych pytań…

Od wydawcy

 Nachimson. Polski patriotaKsiążka Uriego Nachimsona jest ważnym wydawnictwem dla Włoszczowy. Przede wszystkim jest pierwszą publikacją odnoszącą się do przedwojennej historii i wojennych losów żydowskich mieszkańców Włoszczowy. Książką napisaną przez potomka włoszczowian – tej nielicznej grupy Żydów, którzy ocaleli. Mieliśmy do tej pory niemal wyłącznie naukowe, monograficzne ujęcia tematu, jak w książce Vlotsheve Edyty Gawron i w artykułach rozproszonych po monografiach poświęconych regionowi. Teraz mamy rzecz wyjątkową – bezpośredni przekaz, wspomnienia. W jakimś stopniu tą książką, kilkadziesiąt lat po Holocauście, kontynuujemy proces przywracania pamięci o zapomnianym obliczu Włoszczowy. Cóż bowiem zostało po trzech tysiącach żydowskich przedwojennych mieszkańcach Włoszczowy? Może tylko jakiś architektoniczny rys miasta, pozwalający w niskich domkach w okolicach rynku rozpoznać żydowskie miasteczko – sztetl, cmentarz bez macew, nieliczne zapamiętane nazwiska i garść wspomnień. Tylko tyle.

Autora książki, Uriego Nachimsona, miałem przyjemność poznać podczas zbierania materiałów do albumu: W dawnej Włoszczowie. Fotografie. Ojciec Uriego Nachimsona, Dawid urodził się we Włoszczowie. Z kolei dziadek Wolf lub Władysław, (tego imienia też używał), był znanym doradcą prawnym i podatkowym okolicznych włoszczowskich ziemian. Uri hojnie i bez wahania zgodził się podzielić swoimi rodzinnymi zdjęciami związanymi z Włoszczową. Część z nich znalazła się w albumie. Kiedy dowiedziałem się, że Uri pisze książkę opartą na biografii swego ojca Dawida, postanowiłem przekonać go do jej wydania również po polsku. Rok po angielskim, mamy polskie wydanie tej książki.

Książka Polski patriota powstała na podstawie wspomnień włoszczowianina Dawida Nachimsona, nagranych dla instytutu Yad Vashem kilkadziesiąt lat po wojnie, w latach 90. XX w. Wspomnienia zostały nagrane po hebrajsku. Trzeba to podkreślić z dwóch względów. Po pierwsze, hebrajski zapis wspomnień zniekształcił niektóre nazwiska i nazwy własne. W przypadku części nazwisk, zwłaszcza osób historycznych, udało się dość łatwo zweryfikować ich poprawny zapis, jednak mimo wysiłków redakcyjnych, nie wszystko dało się przywrócić do pierwotnego brzmienia. Tak stało się niestety m.in. z nazwiskiem włoszczowianki – Zofii, która przechowała przez wojnę fotografie rodziny Nachimsonów. Z tych też względów, ewidentnie niepoprawnie brzmiące nazwisko, zostało opuszczone. Wiek wspominającego Dawida i czas, jaki upłynął od wojennych wydarzeń, były zapewne przyczyną pewnych chronologicznych, geograficznych i historycznych nieścisłości, które starałem się wychwycić i ewentualnie skorygować w przypisach redakcyjnych. Nie jest to mankament, a raczej specyfika wspomnień mówionych, zwłaszcza dotyczących burzliwych i pełnych dramatycznych wydarzeń okresów życia. Drugą przyczyną, dla której trzeba podkreślić sposób, w jaki książka powstała, jest jej konstrukcja fabularna. Książka jest beletryzowaną biografią ojca – Dawida, napisaną przez syna – Uriego. Została napisana w sposób typowy dla wspomnień – wyłącznie narracją pamiętnikarską, w pierwszej osobie. Stwarza to niestety pewne problemy w lekturze. Łatwo błędnie utożsamić narratora opowieści (Dawida) z autorem książki (Urim). Dlatego należy pamiętać, że punktem wyjścia dla książki było nagranie mówionych wspomnień Dawida, Uri je opracował i nadał im formę literacką.

Choć książka jest cenna i ważna jako głos nieistniejącej już społeczności Włoszczowy, to jej lektura nie zawsze musi być przyjemna. Książkę Polski patriota można bowiem nazwać katalogiem problemów i skomplikowanych kwestii w dialogu polsko-żydowskim.

Chyba najwyraziściej wypowiedzianą trudną kwestią w książce Uriego Nachimsona jest zagadnienie restytucji własności. Większość polskich Żydów została zamordowana podczas niemieckiej okupacji, a ich mienie zagrabione przez Niemców, przejęte przez sąsiadów lub lokalne władze, „upaństwowione” i zarządzane przez nową, powojenną, komunistyczną władzę. Nie dotyczyło to oczywiście wyłącznie dóbr żydowskich. Podobny los spotkał mienie byłych właścicieli, ziemian i instytucji. Jednak zwrot prywatnych majątków nadal, kilkadziesiąt lat po wojnie i dwadzieścia pięć lat po 1989 r., nie został ustawowo uregulowany prawem, a jedynym sposobem i szansą na ich odzyskanie jest sądowe dochodzenie swoich praw. W książce kilkakrotnie powraca temat zagrabienia dóbr w różnych formach. W rozdziale „Powrót do Polski” dotyczy konkretnie rodzinnego majątku i rozprawy spadkowej, która dawała złudzenie, że prawo własności będzie szanowane przez nowe władze. Często fragmentom poświęconym utraconej własności towarzyszą silne emocje, poczucie niezawinionej krzywdy, połączone z żalem i ogólnie rozczarowaniem postawą dawnych sąsiadów, którzy niekiedy nie wahali się osiągać korzyści na żydowskiej krzywdzie. Takie jest zakończenie rozdziału „Powrót do Polski, jak i początek rozdziału „Włoszczowa”. Warto w tym miejscu odnieść się do tytułu książki Polski patriota, która wydaje się książką z tezą. Autor wyraźnie podkreśla patriotyczne postawy rodziny i związane z nimi życiowe wybory. Towarzyszy temu jednak gorzka refleksja. Pomimo patriotyzmu, żydowską rodzinę w czasie wojny i po jej zakończeniu dotyka antysemityzm, społeczne wykluczenie, utrata rodzinnego majątku. Żołnierz – patriota wraca do odmienionego kraju, widzi w nim nienawiść i grabież.

W rozdziale „Fela” można przeczytać następujący fragment:

Od czasu do czasu zaglądaliśmy do baru o nazwie „Koniec świata”, który znajdował się w samym centrum miasteczka. Spotykali się tam Żydzi i Polacy. Niczym bracia połączeni wspólną tragedią pili razem wódkę i śpiewali polskie piosenki. Pożyczyłem od uczynnego Rosjanina skrzypce i uprzyjemniałem wieczory cygańską muzyką, której nauczyłem się od polskiego Cygana jeszcze jako dziecko. Wszyscy dobrze się bawili, to były krótkie, radosne chwile i nikt nie wyobrażał sobie nawet, że właśnie wtedy tysiące Żydów były mordowane w obozach koncentracyjnych. Któż zresztą mógł sobie wyobrazić takie rzeczy!

Niewypowiedzianą, choć stale obecną w książce, kwestią jest pytanie o to, co sprawiło, że w okupowanej Polsce wspólna tragedia miast połączyć Żydów i Polaków, jak na zesłaniu w Nowosybirsku, podzieliła ich. Jest to zresztą pytanie wciąż nurtujące historyków i socjologów. Andrzej Leder w wydanej w 2013 r. książce Prześniona rewolucja. Ćwiczenia z logiki historycznej pisze:

W Polsce w latach 1939-1956 dokonała się rewolucja społeczna. Okrutna, brutalna, narzucona z zewnątrz, ale jednak rewolucja. Z jednej strony wymordowane zostało żydowskie mieszczaństwo, z drugiej zniszczona została warstwa ziemiańska. Leder podsumowuje: Jakby więc przykro nie brzmiało, w całej centralnej i wschodniej Polsce wymordowanie mieszczaństwa żydowskiego otworzyło drogę dla formowania się nowej klasy średniej, polskiej w sensie etnicznym – i cytuje memoriał w „kwestii żydowskiej” Romana Knolla, kierownika Departamentu Spraw Zagranicznych Delegatury Rządu z 1942 roku: Ludność nieżydowska pozajmowała miejsca Żydów w miastach i miasteczkach i jest w wielkiej części Polski zmiana zasadnicza, która nosi charakter ostateczny (…) Powrót Żydów w masie odczuty byłby przez ludność nie jako restytucja, ale jako inwazja, przeciwko której broniłaby się ona nawet drogą fizyczną.

Ten proces dostrzega, choć nie potrafi go precyzyjnie zdefiniować jak Knoll czy później Leder, Dawid, który tak mówi, składając dyrektorowi szpitala rezygnację:

Niemcy okazali się barbarzyńcami, którzy wypowiedzieli wojnę całemu światu, całej ludzkości, mordowali wszystkich, nie tylko Żydów, inteligencję, księży, Cyganów, umysłowo chorych i homoseksualistów. Ale Polacy byli naszymi sąsiadami i przyjaciółmi. Taka zdrada boli najbardziej. Ci, na których liczyliśmy, o których myśleliśmy, że będą bardziej ludzcy, że pomogą w potrzebie, zdradzili nas, wydawali nas Niemcom, tym samym pomagając im w morderczych zamiarach i stając się współwykonawcami ich ohydnych czynów. Mój brat poległ, walcząc jako Polak do ostatniej chwili i zginął jako Polak, nie jako Żyd. Najgorsze stało się, kiedy wojna się już skończyła. Jakby mało było tragedii, to wielu z tych, którzy ocaleli, sami będąc świadkami, jak ich rodziny wysyłane były do komór gazowych, po wojnie zostało zamordowanych. I to tylko dlatego, że ktoś się bał, że mogą wrócić i upomnieć się o swój majątek. Nie mogę tego pojąć! Nie mogę zrozumieć rosnącego antysemityzmu! (podkreślenie moje).

Postawom Polaków w czasie Holocaustu – kolejnej trudnej kwestii – poświęcono w książce sporo miejsca. Można nawet odczuć swoistą nadreprezentację tego wątku. Ostatecznie w książce mamy świadectwo tylko krzywdy, której Izio doświadczył z rąk polskich szmalcowników, choć z ich rąk nie zginął. Inni członkowie rodziny zginęli natomiast z rąk Niemców i Rosjan (NKWD), jednak temat żydowsko-niemieckich relacji niemal w ogóle nie został poruszony! Tłumaczy to cytowana powyżej wypowiedź Dawida podczas rezygnacji składanej w pracy i decyzji o emigracji: Ci, na których liczyliśmy, o których myśleliśmy, że będą bardziej ludzcy, że pomogą w potrzebie, zdradzili nas (…). Dotyczy to przede wszystkim wątku szmalcownika Bitofta i chyba najbardziej bolesnej jego zdrady. Zdrady tragicznej i niedającej o sobie zapomnieć, bo był przecież Bitoft przyjacielem rodziny Nachimsonów, niemal domownikiem. Można by zacytować przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, co izraelski historyk Laurence Weinbaum ujął tak:

(…) żydowskie spojrzenie na Polaków nie ma wiele wspólnego z wizerunkiem własnym Polaków – bohaterów ofiarnej walki przeciwko niemieckiemu okupantowi, narodu, który przenigdy nie kolaborował z najeźdźcą. Do świadomości przeciętnego Polaka nie dotarł fakt, że można było uczestniczyć w Zagładzie Żydów, walcząc jednocześnie z niemieckim okupantem. (…) wizerunek Polaków jako nieprzejednanych antysemitów umocniła dodatkowo fala powojennego antysemityzmu, która spowodowała emigrację większości zasymilowanych Żydów.

Z drugiej strony mamy także w książce świadectwa postaw i ludzkich odruchów przywracających wiarę w polsko-żydowską egzystencję. Przyjaciółka rodziny Nachimsonów, Zofia, ocaliła i przechowała ich rodzinne pamiątki. Gest wcale nie taki drobny! O jego znaczeniu sam miałem okazję się przekonać, gdy oprowadzałem po Włoszczowie izraelską wycieczkę. Jeden z jej uczestników poprosił mnie o odnalezienie – według wskazówek swego pochodzącego z Włoszczowy ojca – domu, bo chciał wejść i podziękować dawnym sąsiadom za przechowanie rodzinnych fotografii. Towarzyszyło temu wielkie wzruszenie. Często stare fotografie są jedyną pamiątką po całych pomordowanych rodzinach. Szczęśliwi, którym zostało choć to. Miłym wspomnieniem został przywołany również zmarły w 1948 r. włoszczowski ksiądz proboszcz Kazimierz Błasik. Proboszcz grający w brydża z żydowskim prawnikiem – to jest piękne świadectwo przyjaznej koegzystencji i wielokulturowości przedwojennej Włoszczowy!

Książka, opisując żołnierskie losy Dawida i bohaterską śmierć Izia w powstaniu warszawskim, przeczy rozpowszechnionemu stereotypowi bierności samych Żydów w czasie wojny. To kolejna kwestia z polsko-żydowskiego dialogu, której można się doszukać podczas lektury. Wbrew powszechnym sądom, Żydzi, jeśli mogli, walczyli z Niemcami. Jak wskazują historycy, odsetek Żydów uczestniczących w kampanii wrześniowej odpowiadał proporcjami udziałowi Żydów w ludności kraju, podobnie było w formowanej w ZSRR Armii Berlinga. Powstanie w getcie warszawskim było pierwszym powstaniem przeciwko okupantowi na terenie Polski. Żydzi walczyli również w obozach: Sobiborze, Treblince, Oświęcimiu. Mit bierności wziął się stąd, że Żydzi szli bez zbrojnego oporu do transportów do obozów. Ale, jak pisze sam autor książki: któż mógł sobie wyobrazić takie rzeczy!, ogrom i zamiar zbrodni był niewyobrażalny i skutecznie skrywany przez samych Niemców do końca.

Natomiast ciekawą i chyba dość rzadko podnoszoną przez samych Żydów kwestią, za to niezwykle emocjonującą wielu Polaków, jest żydowska fascynacja komunizmem. Autor Polskiego patrioty wspomina losy swojej ciotki Emmy, która zdecydowała się w brawurowy sposób na emigrację do komunistycznego ZSRR. Wspomina także wujka z Moskwy, generała NKWD. Równocześnie wskazuje na cenę, jaką zapłaciła za to rodzina. Ojciec Wolf przed wojną stał się za sprawą komunizującej rodziny podejrzany i stracił pracę. Nim został przez sąd uniewinniony z zarzutu szpiegostwa, siedział w więzieniu, podupadł na zdrowiu.

Interesująco ogólną naturę tego tematu ujmuje Piotr Kuncewicz w książce Goj patrzy na Żyda:

Żydzi byli rewolucjonistami, bo nie mieli innego wyjścia, a podobnie zwolennikami fermentu byli Polacy i Irlandczycy, bo tylko «wymodlona wojna ludów» mogła ich wyzwolić. Po odzyskaniu niepodległości przez te kraje duch rewolucyjny opadał, dokładnie tak samo jak utworzenie państwa Izrael oznaczało koniec «żydokomuny» wedle diagnozy Cata Mackiewicza.

Istotnie, jak wskazuje profesor Henryk Słabek w książce O społecznej historii Polski 1945-1989, w pierwszych izraelskich wyborach parlamentarnych komuniści uzyskali zaledwie 4,1% głosów. Mityczna żydowska rewolucyjność i predylekcja do komunizmu prysły niczym bańka mydlana.

Innym, choć pokrewnym, tematem jest natomiast stosunek Żydów do ZSRR i Rosjan. W książce Polski patriota odnajdziemy wiele fragmentów niespotykanych wręcz w innych wspomnieniach osób skazanych na zesłanie:

Mimo że nie mieliśmy pojęcia, co nas czeka, nie obawialiśmy się. Nie baliśmy się też żołnierzy, którzy nazywali nas komaradi i od czasu do czasu obdarzali uśmiechem. Pomimo uzbrojenia i rozkazów, które otrzymywali, wyglądali jak zwykli nastoletni blondyni, którzy do niedawna jeszcze pracowali w polu u rodziców czy też uczyli się na studiach.

Inny fragment:

Wprowadzono nas do budynku bez popychania czy krzyków i bez żołnierskich rozkazów, zachowując porządek, zajęliśmy każdy jakiś kąt.

Kolejny:

Pewne jedynie było to, że oddalaliśmy się od linii frontu, a więc tym samym była nadzieja, że może ocalejemy. Nie traktowano nas najgorzej, mieliśmy co jeść i pić, nie za wiele, ale nie wydaje mi się, żeby w tamtym czasie ktoś miał lepsze warunki.

Ktokolwiek czytał różne wspomnienia osób zesłanych i wywożonych w głąb ZSRR w czasie wojny będzie zaskoczony tą lekturą. W zestawieniu z innymi polskimi i żydowskimi relacjami z zesłania ta wydaje się opisywać wręcz przygodę, a nie tragedię, jaką było zesłanie. Inne nasze lokalne relacje i wspomnienia, np. Marii Żurawskiej z Przedborza, opisane w książce Łukasza Czuryłło Wspomnienia mojej sąsiadki, Władysławy Orlikowskiej z Włoszczowy, opowiedziane w książce Z Polski do Polski czy pośrednio Lucjana Kuśmierczyka z Krasocina z książki Przypomnieć korzenie, krótko rzecz ujmując, przedstawiają gehennę na terenach ZSRR. Niekiedy przedstawienie to bywa wzbogacone i wzmocnione przez typowo polską stylistykę martyrologiczną, ale jednak bez wątpienia opisuje koszmar. W rzeczywistości o tragedii zesłania można także przeczytać w książce Nachimsona – z wagonów wiozących na zesłanie wynoszone są przecież zamarznięte ciała osób zmarłych z wycieńczenia i zimna, racje żywności są małe i, eufemistycznie rzecz ujmując, kiepskiej jakości. Ludzie chorują, ciężko pracują na granicy wycieńczenia. Jednak filtr sympatii wobec Rosjan, którzy – było nie było – zgotowali zesłańcom ten los, jest na tyle silny, że znacząco osłabia negatywny wydźwięk przeżyć. Aby to zrozumieć, należy zdać sobie sprawę z odmienności polskich i żydowskich doświadczeń, które często prowadzą do wzajemnych nieporozumień i oskarżeń. Dla większości Żydów Armia Czerwona czy to zajmując tereny II Rzeczypospolitej w 1939 r., czy prowadząc zwycięską ofensywę w 1944 r. i 1945 r. oznaczała dosłownie ocalenie od śmierci, dawała szansę na przeżycie poza terenami okupowanymi przez Niemców, na których eksterminowano żydowską ludność. Była po prostu źródłem optymizmu i nadziei. To samo z kolei dla Polaków oznaczało zmianę okupanta, nowe prześladowania, dodatkowo wzmocnione niepewnością co do dalszych losów kraju. Jest to chyba najprostsze wyjaśnienie olbrzymiego kredytu zaufania, jaki uzyskali Rosjanie u Żydów, którzy znaleźli się na terenach ZSRR. W jakimś stopniu zapewne wpłynęło to również na powojenne relacje polsko-żydowskie. Inny niż martyrologiczny obraz zesłania tłumaczy również osobowość bohatera książki. W anglojęzycznym kręgu kulturowym istnieje termin survivor, który oznacza osobę, która potrafi przejść przez tragedie i katastrofy, odnaleźć w sobie siły do dalszego życia i działania. Termin ten nie ma odpowiednika w języku polskim. Dawid Nachimson jest taką osobą. Rzutki, przedsiębiorczy, bez wahania podejmujący wyzwania, łatwo nawiązujący kontakty, znajduje w sobie siłę życia i chęć do działania. Wspomaga przyjaciół, rodzinę żony, wykorzystuje dostępne możliwości, aby uczynić swój los znośniejszym i zabezpieczyć przyszłość. To zdumiewające, ale w trzecim roku zesłania w Uzbekistanie planuje nawet założenie własnego gabinetu stomatologicznego! Jest jaskrawym przeciwieństwem całej rzeszy bezwolnych, sterroryzowanych i pogrążonych w rozpaczy i braku nadziei zesłańców.

 

Jest też Polski patriota książką o dojrzewaniu, kształtowaniu się charakteru głównego bohatera. Obserwować możemy przyspieszoną przemianę ze studenta, lekkoducha w lekarza, żołnierza; z ukochanego syna, członka dużej, barwnej, kochającej rodziny w męża i ojca, troszczącego się o nowych bliskich. Ta ewolucja zauważalna jest też na poziomie literackim. Książka rozpoczyna się niczym elegia wspomnieniami ukochanej rodziny, miasteczka, narzeczonej. Przywołuje świat pięknej przedwojennej Włoszczowy i Warszawy, jasnej, łatwej do przewidzenia przyszłości. Kończy się natomiast jak moralitet. Dawid po doświadczeniach wojny, na gruzach dawnej rzeczywistości, niczym everyman, mówi w rozmowie z dyrektorem szpitala nie tyle swoim głosem, ale raczej oskarżycielskim głosem żydowskiej społeczności.

Jest też Polski patriota książką o zawiedzionej miłości. Z jednej strony mamy uczucie Lolka Bitofta i Lili Nachimson, z drugiej jest bardziej abstrakcyjne uczucie – zawiedziona miłość do Polski. Jest to miłosny zawód zasymilowanej grupy polskich Żydów, nieznającej już ani hebrajskiego, ani jidysz, niepraktykującej religii, co więcej, nieutrzymującej relacji z żydowskimi religijnymi ortodoksami. Na przedwojennych zdjęciach możemy zobaczyć np. Dawida Nachimsona z wpiętymi w klapę marynarki odznakami organizacji patriotycznych Związku Strzeleckiego II RP i z Państwową Odznaka Sportową. Z kolei na innym zdjęciu Wolf Nachimson żegna we Włoszczowie emigrujących z Polski przyjaciół, siedząc pod transparentem nie z hebrajskim hasłem, ale ze staropolskim: Szczęść Boże. Są to przykłady na to, że żydowska społeczność chciała znaleźć swoje miejsce w polskim społeczeństwie, że budowała świecki etos polskiego Żyda, choć może trafniej byłoby napisać Polaków o żydowskich korzeniach. Wojenne i powojenne wydarzenia wyrzuciły ich wszystkich poza nawias polskiego (w etnicznym znaczeniu) społeczeństwa. Zwłaszcza tę grupę zasymilowanych polskich Żydów spotkał wielki zawód – stali się nagle bardziej Żydami, niż Polakami i to nie wskutek własnych wyborów, ale najpierw za sprawą Niemców, a potem za sprawą niektórych Polaków. Stąd powojenna emigracja z Polski i jej efekt – zaskakujące sytuacje, jak ta z zamieszczonego w książce listu, z którego dowiadujemy się, że w izraelskiej mleczarni wszyscy pracownicy mówili po polsku, a nikt po hebrajsku.

Zapraszam do lektury!

Michał Staniaszek

0 370
Włoszczowa. Figura Jana Nepomucena

Ciekawa figura Jana Nepomucena znajdująca się na kopcu pośród stawów na obrzeżach Włoszczowy. Z niedawnych badań archeologicznych dowiadujemy się, że kopiec na którym stoi figura jest pozostałością średniowiecznego grodu stożkowatego.

Figura nepomucen wloszczowa

 

0 493
Podzamcze Włoszczowski

Plan pochodzi ze zbioru rodziny Jedliczka.

Opis znajdujący się na planie

Plan dóbr Włoszczowa, położonych w Województwie Kieleckim, Powiecie Włoszczowskim
po likwidacji służebności i oddzieleniu folwarku Sułków
Z odrysu pomiaru zachowanego w Dyrekcji Szczegółowej Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego
w Kielcach, a przez J. Żenczykowskiego Geometrę Przysięgłego klasy 2-ej w roku 1890 wykona-
nego plan niniejszy w 2-ch sekcjach w roku 1922 odrysowałem Geometra Przysięgły klasy 2-ej
M.Żenczykowski

Fragmenty planu prezentujemy poniżej

plan_1890_3 plan_1890_1 plan_1890_2

Wpisy

0 610
Książka ukazała się we wrześniu 2015 r. Polski patriota to beletryzowana opowieść o wojennych losach, pochodzącego z Włoszczowy, lekarza stomatologa Dawida Nachimsona. Opowieść została spisana...